Nie łam Prawa na forum


Czy fora internetowe to prasa? Sąd Rejonowy w Bytowie uważa, że tak. I uznaje winnym właściciela serwisu, który nie usunął komentarzy mających podżegać do przestępstwa. Sprawa dotyczyła pięciu wpisów z 2005 roku. Użytkownicy wzięli na celownik komornika, który znany był ze swojej arogancji. Wzywali do zlinczowania nielubianego urzędnika. Chcieli - tu cytat - wywieźć go do lasu i powiesić za jaja.
Prokurator uznał, że internauci podżegali do przestępstwa. Niestety nie udało się ustalić, kim byli autorzy wulgarnych wypowiedzi. W końcu uznano, że wpisy na forum są materiałami prasowymi i oskarżono redaktora naczelnego Leszka Szymczaka. Miał on być zobowiązany do usunięcia postów. Nie zrobił tego przez trzy miesiące, dopuścił się więc nieumyślnego przestępstwa.
Sprawa trafiła przed sąd, wydano werdykt. "GW" pisze:
Wyrok nie jest skazujący, ale sąd potwierdził winę Szymczaka. Równocześnie umorzył warunkowo sprawę na rok ze względu na znikomy stopień szkodliwości społecznej czynu. Zobowiązał też właściciela portalu do pokrycia kosztów postępowania. Szymczak ma od tej pory uważać, co wypisują internauci. Jeśli w ciągu roku dopuści się umyślnie podobnego przestępstwa, sprawa może wrócić na wokandę.
Szymczak chce się odwoływać. Dlaczego?
Uważa, że posty w świetle obowiązującego prawa nie są materiałami prasowymi. Bo fora internetowe prowadzone są nie na podstawie prawa prasowego, lecz ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Ta ustawa nie nakłada na administratora obowiązku ingerencji w treść wpisów - chyba że ktoś oficjalnie wskaże, że łamią prawo. Tymczasem w sprawie komornika - według Szymczaka - nikt nie interweniował.
Decyzję sądu popiera Roman Nowosielski, członek Trybunału Stanu i specjalista prawa prasowego. Gazecie powiedział:
Sąd miał rację co do zasady. Ten pan powinien zauważyć i usunąć niestosowne posty, bo jest prawnie zobowiązany do kontroli wpisów trafiających na forum. Po to, by nie doszło do naruszenia czyichś dóbr osobistych. Nie musiał tego robić natychmiast, ale na pewno w ciągu kilku-kilkunastu dni. Inna sprawa, czy rzeczywiście doszło tutaj do podżegania do przestępstwa. Być może były to tylko chamskie odzywki, ale to trzeba by szczegółowo rozważyć.
Mecenas zwrócił uwagę na bardzo ważny aspekt, który został przez sąd pominięty. Czy wpisy na forum były traktowane przez ich autorów na serio? Może chcieli się tylko wyżyć, a na zamianę słów w czyn zabrakłoby im tupetu?
Nie jest to pierwszy wyrok w tego rodzaju sprawie. Podobne problemy miała witryna kartuzy.info. Jednak w tym przypadku prokuratura podjęła inną decyzję. Wydawca serwisu Bartosz Kitowski mówi dla "GW":
Mieliśmy problem z wpisem internauty, który znieważał burmistrza Kartuz. Prokuratur umorzyła postępowanie potwierdzając, że forum internetowe nie jest prasą. Wynika z tego, że redakcja nie może odpowiadać za treść postów.
Wątpliwości ma też Piotr Waglowski, autor książki "Prawo w sieci. Zarys regulacji internetu":
Nie wiem niestety, czy sąd analizował przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, a te przepisy mają istotne znaczenie przy ocenie, czy doszło do naruszenia przepisów karnych. Dodatkowo istnieje szereg wątpliwości na temat konieczności rejestracji serwisów internetowych wobec brzmienia definicji ustawowych pojęć "dziennik" oraz "czasopismo". (...)
Innymi słowy sąd uznał, że prowadzący portale internetowe (serwisy, czy jak to inaczej nazwać(?), pewnie również blogi, bo czemu nie?) powinni zarejestrować działalność w sądzie. (...)
Jak wynika z dostępnych mi materiałów sąd skoncentrował się na interpretacji pojęcia "materiał prasowy" i moim zdaniem dokonał prawidłowej interpretacji tego pojęcia. Problem jednak w tym, że w tej sprawie ważne jest w pierwszej kolejności określenie zakresu pojęć "dziennik" i "czasopismo" (...). W drugiej zaś kolejności dokonanie subsumpcji norm wynikających nie tylko z prawa prasowego, (...) ale także z ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (...).
Tak więc mamy do czynienia z konkurującymi ze sobą przepisami prawa prasowego i ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
Warto zwrócić uwagę na to, że problemy z zakresem odpowiedzialności sieciowych wydawców pojawiły się już na początku lat dziewięćdziesiątych. 7 lutego 1995 roku "Gazeta Wyborcza" napisała:
W 1991 firma Cubby Inc. wniosła w nowojorskim sądzie oskarżenie przeciw popularnej sieci BBS - CompuServe. Firma domagała się od CompuServe odszkodowania za rozpowszechnianie fałszywych informacji o niej. Chodziło o tekst, który jeden z użytkowników sieci umieścił w forum dyskusyjnym "Rumorville".
Zgodnie z amerykańskim prawem ten, kto powiela szkalującą informację, jest tak samo winien jak jej autor. Jednak w tym przypadku decyzja sądu była inna. Sędzia federalny Peter K. Leisure stwierdził, iż CompuServe należy traktować nie jako wydawcę, ale raczej księgarnię czy też sieć dystrybucji książek.
Sędzia uznał, że nie można oczekiwać od sieci takich jak CompuServe sprawdzania czy wręcz redagowania treści każdego przysłanego przez użytkownika artykułu. Skoro więc nie ma dowodów, że CompuServe wiedział, że rozpowszechnia szkalującą informację, nie może odpowiadać za zniesławienie.
Znalazł się też rodzimy akcent:
W Polsce nie było dotąd procesów o sieciowe zniesławienie. Jednak groźba taka pojawiła się co najmniej dwukrotnie. W lecie zeszłego roku (1994 - przyp. red.) swój protest do władz uczelni i NASK wysłał student UW. Domagał się wyciągnięcia konsekwencji wobec kolegi, który w odpowiedzi na umieszczone w grupie na temat komputerów życzenia "dla islamskich braci" nazwał nadawcę "kretynem". Kilka miesięcy później wniesienie sprawy do sądu zapowiedział inny student UW, publicznie wyzwany na jednym z kanałów IRC przez użytkownika z Maloki. Na szczęście do procesu nie doszło.
W Stanach Zjednoczonych sądy są bardziej konsekwentne niż w Polsce. W 1998 roku "GW" pisała o takiej sprawie:
America Online nie będzie musiała zapłacić 30 milionów dolarów za umieszczony przez jej użytkownika tekst zniesławiający prezydenckiego doradcę. Taki wyrok zapadł w ciągnącym się od sierpnia ubiegłego roku procesie.
Według skarżących winę za opublikowanie zniesławiającego tekstu ponosił także dostawca usług internetowych. AOL umożliwiła bowiem zamieszczenie artykułu na stronie WWW, a więc i posłanie kłamliwych informacji w świat.
Jak radzić sobie z takimi sprawami w Polsce? Waglowski pisze:
Proszę pamiętać, że ustawa Prawo prasowe pochodzi z 1984 roku, a więc z czasów, gdy praktycznie nikt nie słyszał o internecie.
I to jest największym problemem.
źródło: o2.pl

