Organizacja Narodów Zjednoczonych słynie ze swojego oderwania od rzeczywistości. Najnowsza propozycja tej niegdyś szacownej instytucji każe iść jeszcze dalej i przypuszczać, że ONZ jest kontrolowana przez kosmitów
Podczas ostatniego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos taką oto propozycję przedstawił Hamadoun Toure, szef Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego – jednej z wyspecjalizowanych agend ONZ. Za VaGlą:
“Wojna cyfrowa” (cyber war) może być groźniejsza niż tsunami, dlatego należy przyjąć międzynarodowy traktat, który wprowadzi we wszystkich krajach zrzeszonych w Organizacji Narodów Zjednoczonych specjalne licencje – odpowiedniki “prawa jazdy” w świecie realnym.
W praktyce Toure chce więc skończyć z anonimowością w sieci i wprowadzić ogólnoświatowy rejestr internautów. Szefa MZT wsparli “eksperci”, czyli przedstawiciele takich firm jak Microsoft (niektóre korporacje są tak zwanymi członkami sektorowymi Związku).
Craig Mundie z Redmond powiedział:
Potrzebujemy czegoś w rodzaju Światowej Organizacji Zdrowia dla internetu. Jeśli chcesz jeździć samochodem potrzebujesz prawa jazdy, które udowadnia, że potrafisz kierować pojazdem. Wóz musi mieć ważny przegląd, a ty polisę ubezpieczeniową.
Toure – kształcony w Moskwie i Leningradzie pół filozof, pół inżynier – nakreślił koncepcję umowy, która działałaby “jak traktat pokojowy kończący wojnę”.
Pomysł oenzetowskiego zgromadzenia jest tak głupi, że nie wiadomo, od czego zacząć go krytykować
Do tego dochodzą kwestie praktyczne. Czy MZT zamierza przeegzaminować miliardy ludzi, które już teraz codziennie zaglądają do WWW? Ile będzie kosztować wystawienie stosownego dokumentu? Jak długo będzie on ważny?
/źródło: Vagla/

Logowanie
Rejestracja
Pomoc


Cytuj